niedziela, 27 listopada 2016

Moje białe koszule- Infanta Fairy Dance Blouse & Bodyline L484


Zauważyliście jak pełne poetyzmu numeryczne nazwy produktów Bodyline kontrastują z tymi beznadziejnymi wymyślanymi przez inne marki? Tytuł tej notki świetnie to pokazuje.

Chciałabym powiedzieć dosłownie parę słów o moich białych koszulach. Nie będzie to typowe porównanie lepsze-gorsze, ponieważ trudno mi to ocenić. Bluzki różnią się od siebie krojem, dlatego tworzone z nimi stylizacje są z zupełnie innych bajek. Lubię je tak samo, każda z nich ma swoje dobre strony. Więc bez wartościowania przedstawię po prostu ich wady i zalety.

Ta koszula trafiła do mnie z drugiej ręki, bez czarno-białej kokardy, którą najprawdopodobniej  i tak bym wyrzuciła. Mimo to, czekało ją kilka przeróbek zanim zaczęłam ją nosić.
Nie wiem kto wpadł na pomysł dorzucenia czarnych dodatków do białego, skoro drugi model koszuli był jednolity kolorystycznie, ale mniejsza z tym. Pomijając walory estetyczne, czarne elementy zwyczajnie ograniczały funkcjonalność ubrania, dlatego jak widać na zdjęciu poniżej wzięłam sprawy w swoje ręce.
Tak koszula wygląda po przeróbkach i po roku użytkowania. Trzyma się świetnie, a ja czasem zapominam jak wyglądała pierwotnie. Najwięcej zmian dokonałam przy rękawach. Pozbyłam się czarnej wstążki i kokardki, chociaż jeden fragment się ostał, przez to, że jest wszyty w biały materiał. Więc cóż, nie jest idealnie.
Guziki wymieniłam na białe kwiatuszki, bo akurat miałam takie w domowych zapasach, a uważam, że dodają uroku.
Po wszystkich zmianach, nie mam już bluzce nic do zarzucenia. Jak widać została bogato ozdobiona bawełnianymi koronkami. W wielu miejscach jest ona nawet podwójna. Dają się prasować, aczkolwiek rządek przy guzikach bardzo się buntuje i szybko wraca do swojego zmierzwionego stanu.
Koszula posiada bardzo praktyczną funkcję. Można jej odczepiać rękawy! Chociaż powiedziałabym raczej, że można je doczepiać, bo zwykle ich nie noszę... Ale jak wiadomo, zima sprzyja warstwom, więc przedłużacze są wspaniałym sojusznikiem w walce z mrozem.
  Tam gdzie krótkie rękawki mają wszytą gumkę, od wewnątrz znajdują się przeźroczyste guziczki.
Bluzeczka jest wykonana z miłego w dotyku, nieniszczącego się "koszulowego" materiału. W związku z powyższym, polecam zakładać pod spód podkoszulkę ;)
Można ją prać przy pomocy pralki, razem z białymi rzeczami. Nie potrzebuje trybu ręcznego.
Można ją ciągle kupić na stronie Bodyline (link przy zdjęciu producenta). Dostępny jest również czarny model.

Jeśli miałabym wystawić ocenę koszuli prosto ze sklepu, pewnie odjęłabym sporo punktów za estetykę. Po przeróbce jednak koszula ma same zalety i mogę spokojnie wystawić jej 5/5!
 Autor: Marek Null
A tak się nosi w 28 stopniach. Jest aprobata.

Udało mi się ją dorwać z drugiej ręki prawie rok temu. Trafiła do mnie bez żadnych śladów użytkowania. Do dzisiaj prezentuje się tak samo, jak na zdjęciu sklepowym.
Bluzeczka jest w kolorze mlecznym, zwanym też kością słoniową. Wykonana jest z bardzo cienkiego, mięciutkiego i zwiewnego materiału. Lubi się z pralką, nie sprawia szczególnych problemów. (rozłożone rękawki przypominają mi nieco skrzydełka!)
Jak widać na zdjęciach, koszulę wyposarzono w shirring, dzięki czemu można dopasować ubranie do swojej sylwetki. Wstązka jest solidna, w nieco innym odcieniu bieli, ale to juz czepialstwo. Na mnie koszula jest w sam raz, nie ogranicza mi swobody ruchu, ale mimo to, nie ważne jakich sposobów bym się nie chwytała, między guzikami przy biuście tworzy się szparka, a więc ciuch nadaje sie dla mnie tylko do noszenia z sukienkami. Według rozmiarówki ze strony koszula powinna być na mnie w sam raz, więc cóż, uznaję to za wadę.
 
Mimo tego, że guziczki są niesforne, trzeba im przyznać ze są wyjątkowo piękne.
Koszula jest zdobiona  wąską koronka przy dekolcie i na dolnej krawędzi, oraz inną, szeroką, przy rękawach.
Poza problemem guziczkowym, do którego się przyzwyczaiłam, nie znajduję w niej żadnych wad. Idealnie spełnia swoja rolę i dodaje majestatu każdej stylizacji.

4,5/5
Pan fotograf Marek Null