środa, 26 lipca 2017

Cło- jak to ugryźć żeby się nie zaksztusić, na przykładzie kolejnej kiecy z closetchild

Korzystając z okazji chciałabym wspomnieć, że pani, która zrobiła moje różki i komplet truskawkowej biżuterii czyli Zombie Unicorn w przeciągu najbliższych miesięcy przeprowadzi się z kontynentu na wyspy. W związku z tym, zostało niewiele czasu jeśli ktoś chce się zaopatrzyć a nie chce płacić dzikich pieniędzy za wysyłkę. Trwa też wyprzedaż bardzo dużej ilości towaru, więc jeśli ktoś się zastanawiał nad kupnem któregoś z jej uroczych tworów, to teraz jest na to dobry moment. Ja już się obkupiłam za małe pieniądze:
***
Ja to jednak jestem człowiek-przygoda. Życie dba, żeby żadna paczka nie dotarła do mnie bez przeszkód. Najwyraźniej troszczy się żebym miała o czym się na blogu rozpisywać! A więc proszę:

Czasami to ja znajduję ciuch, ale w tym przypadku ciuch znalazł mnie. Przeglądałam sobie second-hand czysto rozrywkowo, aż nagle rzucił się na mnie produkt niezwykłej urody i zaczął mnie kusić atrakcyjna ceną. Przemyślałam sprawę, ale tylko troszkę, bo taniej i ładnej sukience trudno się oprzeć, zwłaszcza jak się ma pieniądze, a z tyłu głowy coś szepcze że się na nią zasłużyło skoro wytrzymało się cały rok na uczelni. A tak wygląda to kwieciste piękno co się tak do mnie uśmiechało z ekranu laptopa:
Komplet nosi wdzięczne imię (a w sumie to imię i nazwisko) Laeticia Raseine i został wyczarowany przez Baby the stars shine bright. Stan został oceniony przez surowe oko speców z Closetchild na "B" ze względu na "Katiusza stać brud" oraz "kantar wstążka brak". Na szczęście żadnego brudu na zdjęciach i na żywo się nie dopatrzyłam, ale dodatkowych ramiączek, które przyuważyłam na zdjęciach innych ludzi w internecie, rzeczywiście nie było. No więc sobie zamówiłam i czekam. Już następnego dnia do mojej skrzynki mailowej wpadła wiadomość z niepokojącym nagłówkiem IMPORTANT. Pisał do mnie człowiek ds. obsługi klienta i uniżenie przepraszał, gdyż albowiem stała się tragedia. Okazało się że sukience brakuje jednego guzika! Poprosił mnie o wydanie wyroku czy ja taką sukienką gardzę czy decyduję się ją przygarnąć mimo wszystko. Pogadaliśmy sobie, dostałam bardzo wyraźne zdjęcia ukazujące problem:
Na różowym tle, a jakże!

 (jakby ktoś się zastanawiał co jest nie tak, to uświadamiam że guziczki są cztery a powinno być pięć). Oczywiście powiedziałam, że spoko luz, proszę wysyłać. Bardzo szybko dostałam zwrot na paylpal 10% ceny sukienki, tak jak miły pan obiecał, więc wyszła mnie jeszcze taniej! A przynajmniej tak myślałam...

Kiedy status pokazał, że paczka została przechwycona przez urząd celny szykowałam się na najgorsze, ale w granicach rozsądku. Przede wszystkim założyłam, że jeśli Letycja była o wiele tańsza od sukienki urodzinowej, to i ewentualne opłaty powinny być niższe. Oswoiłam się już z myślą, że najprawdopodobniej zostanę obdarta z pewnej kwoty i kiedy zawitał do mnie doręczyciel, poszłam mu na spotkanie uzbrojona w gotówkę. Kiedy zamawiałam moje Miasto z Ciasta, z powodu mojego nieprzygotowania dostałam wezwanie do zapłaty, więc żeby nie musieć jak wtedy dylać na pocztę, odłożyłam sobie tyle pieniędzy ile wzięli ode mnie wtedy. A tu szach mat logiko. Musiałam patrzeć, jak pan poczciarz, z moim zamówieniem pod pachą wypisuje awizo i nie może mi tej paczki oddać. A ja, kiedy już wypłakałam to morze łez "dlaczego ktoś chce mnie jeszcze bardziej obedrzeć z pieniędzy" poszłam na tę pocztę i zapłaciłam haracz, to usiadłam do dokumentów żeby przeprowadzić szczegółowe śledztwo, jakim cudem coś takiego miało miejsce. No bo jak to tak! I w końcu po długim czasie spędzonym nad kalkulatorem wyszło mi, że:
Za Miasto z ciasta odliczyli mi VAT od wartości sukienki (zresztą zawyżonej o jakieś dwie dychy) a za Letycję już za sukienkę z przesyłką. Ponadto karteczka gdzie wyliczone jest ile chcą za fakt wydania osądu nad moją paczką głosiła, że w czerwcu wzięli sobie o dyszkę więcej niż w grudniu. Na obliczenie tych opłat manipulacyjnych niestety kalkulatora nie ma, ale co do mechanizmu płacenia podatków za dobra z Japonii, udało się na spółkę z moją ziomalką obadać jak działają, więc pozwolę sobie zacytować:

1. Wszystkie przesyłki z państw trzecich [spoza UE] podlegają opłatom celnym i podatkowymbez
względu na to, czy są kupione, czy za darmo, nowe czy używane, na prywatny użytek czy na handel. Wszystkie są równe wobec UC. Zatem oznaczenie jako gift nie pomoże.

2. Z cła zwolnione są przesyłki o wartości poniżej 150euro  Cło na na odzież używaną wynosi 5,3% wartości paczki [wartość paczki to wartość przedmiotu+cena wysyłki].


3. Z podatku VAT zwolnione są przesyłki o wartości poniżej 22 euro, chyba że to "zamówienie wysyłkowe" - wtedy nie ma zwolnienia. VAT na odzież używaną to 23% wartości paczki [wartość paczki to wartość przedmiotu+cena wysyłki+ewentualnie narzucone cło].

Koniec cytatu. Po szczegóły zapraszam na forum Lolita Fashion. Tak to wygląda w teorii, jak widać w praktyce bywa różnie. Przyznam, że trochę mnie ten algorytm chwilowo zniechęcił do zakupowych szaleństw za granicą. Skoro wyjaśniliśmy już sobie jak działa urząd celny, to zapraszam na recenzję samej sukienki:
 Jak widać zainwestowałam w manekina (bardzo dobrze wydane trzy dychy, polecam!) Więc ciuszki się teraz będą prezentować bardziej profesjonalne. To co się od razu może rzucić w oczy to kolor przeowdni sukienki. Zdjęcia CC są mocno doświetlone, a kolor wiodący wygląda bardzo ciepło. Na moim zdjęciu ubranko wygląda trochę bardziej szaro, wiec jest typowym przykładem kameleona obiektywowego. Na żywo przypomina bardziej słodki beżyk czyli coś pomiędzy wersją sklepową a moją.
 Kokardka widoczna na zdjęciu się nie odpina. Moim zdaniem kompletnie nie widać że jeden guziczek zaginął w akcji. Koronki wszelakie są bawełniane, nawet jest ich kilka różnych, ale wszystkie w tym samym kolorze.
 Dziurki po guziku są ledwo widoczne, pasek także nie jest zmasakrowany śladami po kokardce na agrafkę.
 Ramiączka są przymocowane z przodu na dwa guziczki, kiedy mam sukienkę na sobie, wydaje mi się że zapięcie jest widoczne, ale na zdjęciach (patrz  na przykład wyżej) już nie. Wygląda na to, że to kwestia perspektywy. Byłam zdziwiona, kiedy zobaczyłam, że ramiączka przyczepiane są z przodu, ale niedługo potem odkryłam, że ma to sens!
 Dół sukienki to trzy pokaźne falbany. Pierwsza i trzecia wykończone zostały tą samą bawełnianą koronką i motywem kwiatowym a środkowa się wyróżnia grubszą koronką.
 Zdarzyła się luźna niteczka! Szok! Niedowierzanie! Na szczęcie nożyczki sobie z taka wadą radzą.
 Zameczek jest dyskretny, zakończony haftką co ułatwia zapinanie.
 I przy zamku właśnie chcę się zatrzymać. Ponieważ kiedy sobie tak podziwiałam mój nowy nabytek, nagle zauważyłam, że miejsce gdzie falbana jest rozcięta, żeby zrobić miejsce na zamek, odsłania satynowy spód.
 Dokładnie tak jak wiać na zdjęciu powyżej... tylko bardziej. Zszyłam dwa końce falbany na wysokości kwiatowego szlaczka, żeby nie rozłaziły się i nie ukazywały świecącego spodu. Na prawdę byłam bardzo rozbawiona i zdziwiona że ktoś zdecydował się na takie rozwiązanie. Przed pierwszym wyjściem postanowiłam nie interweniować i zobaczyć jak się obiekt będzie zachowywał przy użytkowaniu i...no nie umiałam tego przeboleć. Satyna bardzo łaknęła światła dziennego i wystawała spod bawełny przy każdej okazji, najchetniej przy siadaniu. Na szczęście szybko udało mi się położyć temu kres. Jestem usatysfakcjonowana.
 A  tutaj widzimy, że sukienka zapina się również z tyłu. Podobnie jak w mojej sukience z Bodyline dziurki na dwóch różnych wysokościach służą do regulowania długości ramiączek o parę centymetrów. I tutaj należy wyjaśnić po co ktoś zainstalował taki system i z przodu i z tyłu. A no po to, żeby sobie można było wymienić ramiączka na paski wiązane na szyi, których niestety nie było w moim komplecie. Takie cwane!
 Sukienka jest ściągana na plecach, a wstążeczka przepleciona przez oczka bawełnianej koronki służy za wiązanie gorsetowe.
 Paski do wiązania kokardy na zadzie są jednostronne, dzięki czemu łatwo się je wiąże (jedna warstwa materiału mniej = cieńszy pasek) a supeł na plecach nie jest aż tak gruby i uwierający. Ale nadruk prześwituje na lewą stronę wiec dużej różnicy między prawą a lewą stroną nie widać. Pasy są przyczepione takimi samymi pseudo-diamencikami jak te zdobiące przód.
 A tak prezentuje się tył.
 Jest metka, żeby nie było wątpliwości, kto popełnił ten produkt.
 Zajrzyjmy jeszcze pod spód: jest podszewka z bardzo miłego w dotyku plastiku, pod kolor kiecy.

Część wierzchnia natomiast skonstruowana jest w ten sposób, że pod dwoma górnymi falbanami znajduje się baza z owego świecącego materiału, który przywitał mnie już przy zapięciu.
A tak kiecka prezentuje się ze wszystkimi odatkowymi bajerami.
Bardzo się cieszę, że do sukienki była dołączona kokarda na czerep, ponieważ moim marzeniem było posiadać właśnie taki komplet. Cacko pasuje do sukienki idealnie, zrobiony z tego samego materiału i koronki więc jest to dobra opcja kiedy nie chce się myśleć przy komponowaniu stylizacji. Zamiast metki, przyczepiono maleńki błyszczący wisiorek z literką "B" otoczoną serduszkiem. Ciekawy bajer zastosowano, żeby kokardę można było stylizować wedle życzenia. Wzdłuż krawędzi dolnych trójkątów materiału wszytko druty, dzięki czemu można mieć kokardkę sterczącą, oklapniętą, pofalowaną i jaką się komu żywnie podoba.
Jest też oczywiście broszka na przód. Wad nie odnotowano.

Bardzo się cieszę z tego zakupu. Dzięki niemu jestem może i biedniejsza o pieniądze, ale bogatsza o wiedzę i wspaniały ciuch! Dzięki temu że jest zrobiona w większości z bawełny, bardzo przyjemnie się ją nosi i bezproblemowo pierze w pralce. Faktem jest, że po praniu zawsze wymaga prasowania, a falbany może nie są najwygodniejszą rzeczą do prasowania, ale materiał jest cienki i bardzo łatwo się poddaje, w przeciwieństwie np do  tego, z którego uszyto Country of Sweets, więc po kilku sesjach naprałam wprawy i prędkości. Jest to już trzeci produkt od Btssb i z każdego jestem zadowolona równie mocno! Jestem też zachwycona jakością obsługi klienta Closetchild. Ale na następne zamówienie z zagranicy długo nie będę miała ochoty...A jak już niesmak minie, to zawsze będę brała tańszy e-Packet zamiast EMS...
Zdjęcie pod pałacykiem w Mosznej wykonał Marek Null