poniedziałek, 27 czerwca 2016

Buty S507

Dzisiejsza notka jest dla mnie wyjątkowo ekscytująca. Przedstawię tu recenzję, o którą zostałam poproszona! To bardzo miłe uczucie- wiedzieć, że to co piszę naprawdę komuś się przyda.
W związku z powyższym krótka informacja: Prędzej czy później zamieszczę recenzje wszystkich moich rzeczy wartych uwagi, ale jeśli coś was szczególnie zainteresowało np. na zdjęciach moich stylizacji, można mnie śmiało prosić o opisanie tego w pierwszej kolejności. Będzie to dla mnie bardzo znacząca podpowiedź.

Przejdźmy jednak do rzeczy.


Ten model zainteresował mnie, ponieważ w przeciwieństwie o większości butów w sklepie pana Yana, dostawał bardzo przychylne opinie. Bardzo długo ja i moje skąpstwo wahaliśmy się czy nie wybrać tańszego modelu, ale ostatecznie stwierdziłam, że wygoda ponad wszystko! Zamówienie, czyli buciki + podatek + tańsza wysyłka, kosztowało mnie łącznie 210zł przy ówczesnym kursie jena, co czyni te buty najdroższymi z mojej małej kolekcji.

Sam proces składania zamówienia nie byłby kompletny bez jakiejś przygody.
Kiedy przy płaceniu zostałam przekierowana do strony PayPala, zażądano ode mnie płacenia kartą. Zdziwiłam się niezmiernie, bo zawsze płaciłam ze środków przelanych uprzednio na moje konto PayPal. Próbowałam się jakoś wycwanić, ale system uparcie żądał ode mnie posiadania karty internetowej. Jako, że takiej karty nie posiadałam, nie mogłam jej podpiąc do konta PayPal a tym samym sfinalizować transakcji. Poprosiłam o przysługę mojego chłopaka, który dokonał płatności za pomocą swojej karty.
Nie mam pojęcia czy żądanie strony było jednorazowe, bo od tamtej pory nie robiłam żadnych zakupów na Bodyline, ani przez PayPal w ogóle. Przestraszyłam się jednak na tyle, że natychmiast zainteresowałam się wyrobieniem sobie takiej karty...

***
Przesyłka przyszła do mnie po jakiś dwóch tygodniach, czyli mniej więcej tak, jak zwykle przychodzą do mnie paczki tej firmy. Tym razem pudełko na buty było zabezpieczone dodatkowo plastikowym opakowaniem. Podejrzewam, ze było to spowodowane faktem, że buty nie były jedyną rzeczą, która do mnie przyleciała. (Zamówiłam wtedy również felerne wristcuffsy)

Pudełko wygląda podobnie jak to, w którym umieszczono RHS'y , zostało jednak dopasowane do wielkości butów.
Tu na dokumentacji otwierania paczki widać rozerwaną folię i standardowe zabezpieczenia w bucikach (bonusowo jeże).


Od chwili zakupu miałam je na sobie 8 razy. Chodziłam w nich zarówno po chodnikach jak i po żwirze w parku. Oto jak się prezentują po moich przygodach.


Moim skromnym zdaniem na pierwszy rzut oka wyglądają praktycznie jak nowe. Wszystkie kokardki trzymają się dzielnie na swoich miejscach, mimo że, zdarza mi się czasem zahaczyć jedną o drugą. co zdarza się czasami przy siedzeniu.

Napis był złoty, teraz już tylko smutno połyskuje. Widać tu logo firmy, adres strony internetowej i rozmiar, który zamieszczono również na podeszwie. Tutaj mogę dodać, że ponownie zamówiłam japońskie 25.5, które według aktualnej tabeli rozmiarów na stronie Bodyline odpowiadają europejskiej 40. Na szczęście w rzeczywistości jest tak jak cyferki przewidują, więc buciki pasują na mnie idealnie.

Zapięcie jest takie samo jak w Rocking horse'ach. Udaje sprzączkę, a tak naprawdę zamyka się na bardzo sprawny system ułatwiający życie, który ciągle działa bez zarzutów. Paski można jednak regulować tradycyjną metodą, co w moim przypadku nie było konieczne.

Tak przednie kokardki wyglądają od spodu. Trzeba się jednak nagimnastykować, żeby to zobaczyć. Przy chodzeniu nie jest to widoczne. Tylne naszczęscie szyte są tak, żeby ekoskórka pokrywała je z obu stron.


Fleki jak widać są już nieco przetarte, zawdzięczają to zapewne spacerowi po żwirze. Mam jednak nadzieję, że ich ewentualna wymiana  nie będzie stanowić problemu.


Na jednym nosku ekoskórka nieco się rozdarła. Wzięłam jednak w swoje ręce klej i czarny lakier do paznokci i naprawiłam tę małą usterkę.


Tak prawy bucik prezentuje się przed i po "zabiegu". Skazy są praktycznie niewidoczne. Miałam je na sobie już od czasu naprawy. Póki co klej trzyma hardo, a żadne nowe skazy się nie pojawiły.

Plotki sławiące niebywały komfort bucików okazały się prawdziwe! Kiedy je dostałam chodziłam w nich trzy dni od rana do wieczora, i dopiero ostatniego dnia palce zaczęły mnie trochę boleć. Mimo to, buty są świetne na całodniowe eskapady, są stabilne i dzielnie wytrzymują kłopotliwą nawierzchnię. Jest mi w nich bardzo wygodnie zarówno w cienkich rajstopkach jak i w bawełnianych skarpetach. Wygląda na to, że jeszcze trochę mi posłużą.

Podsumowując:

Plusy:
+uniwersalny fason
+stabilny, niski obcas
+urocze, dobrze zamocowane ozdoby
+cwane zapięcie
+ilość kolorów w jakich można kupić buty
+wytrzymałe na różne rodzaje nawierzchni
+wygodne, nawet przez cały dzień

Minusy:
-cena 
-zdrapująca się ekoskórka (co da się naprawić)

Czy kupiłabym je ponownie gdybym miała wybór? Zdecydowanie. Są tak wygodne i uniwersalne, że nie wyobrażam sobie już mojej szafy bez nich.

Czy są warte swojej ceny? Tak. Przyznaję, że bolało mnie wydanie dwóch stów, ale teraz nie żałuję! Co poradzić, za komfort się płaci. Co więcej, wiem że potrzebuję też jasnych bucików, więc rozważam kupno tego modelu w innym odcieniu.

Czy produkt jest zgodny z opisem? Zdecydowanie! Co ciekawe do tego modelu zostało dołączone real life photo, co jest rzadkością na stonie Bodyline.

5/5!

Jak widać bucikom nie strazna nawet mokra trawa! Proszę mi darować moją niewyjściową twarz, która tak szalenie gryzie się z wyjściową stylówą.