czwartek, 14 lipca 2016

Scalloped Polka Dot Double Lace Up OP czyli L257

Pora cofnąć się trochę w czasie i przyjrzeć się mojemu zakupowi sprzed roku, czyli sukience L257. Nazwę Scalloped Polka Dot Double Lace Up OP znalazłam na Lolibrary, co oznacza, że złożono ją z cech charakterystycznych dla sukienki, żeby było wiadomo, o którą chodzi. Wydaje mi się, że Polka Dot OP by wystarczyło...


Przyznam szczerze, że zdjęcie sklepowe mocno nie zachęca. Osobiście uważam, że jest wręcz kiczowate do bólu. Zwróciłam uwagę na tę sukienkę tylko dlatego, że ma ją moja przyjaciółka.
Zobaczyłam jak prezentuje się w stylizacjach i stwierdziłam, że bardzo pasowałaby do mojej garderoby.
Zdecydowałam się na brąz z kilku powodów. Wyglądał najlepiej ze wszystkich proponowanych wersji kolorystycznych, pasował mi do RHS'ów a przede wszystkim jest to kolor sukienki mojej przyjaciółki, dzięki czemu możemy ubrać się podobnie!

Wyczekałam aż Pan Yan wyczarował promocję i zakupiłam moje marzenie za 100zł. Obecnie wliczając podatek i przesyłkę trzeba przeznaczyć ok. 225zł na ten szczytny cel. Taka drastyczna różnica spowodowana jest szalonym kursem jena oraz tym, że rok temu nie płaciło się za przesyłkę (a bądź co bądź jest to 60 zł). Podejrzewam, że wspomniana wyżej promocja też grała tutaj znaczącą rolę. Paczka dotarła po mniej więcej dwóch tygodniach zapakowana w torbę firmową Bodyline i w szarą folię.

Tak sukienka prezentuje się po ponad roku eksploatacji.  Nie widać na niej najmniejszego śladu użytkowania.To co od razu rzuciło mi się w oczy po rozpakowaniu, to jej rozłożystość. Jest w stanie pomieścić bez problemu kilka halek w zależności od tego jaki efekt chce się uzyskać. Ja przeważnie używam dwóch (tak jak na ostatnim zdjęciu w notce).
Trzymając sukienkę w rękach można poczuć, że jest ciężka. Osobiście nie czuję tego pod czas noszenia, ale na przykład moja przyjaciółka mówi, że ten ciężar jej przeszkadza.



Tył sukienki również zdobiły kokardki, ale postanowiłam je odpruć do niecnych celów.




Jak widać wzorzysta część jest wzbogacona o kwiecisty, beżowy szlaczek i bawełnianą koronkę w tym samym kolorze.


Poniżej doszyto dwie falbanki wykonane z materiału w nieco innym odcieniu brązu. Uważam, że tutaj w przeciwieństwie do Love Nadii różnica nie jest bardzo drastyczna i rzadko kiedy zwracam na nią uwagę.

Sukienka jest uszyta z jednej warstwy materiału i nie posiada podszewki.

Jest to jedyna moja sukienka do której waist ties są przyszyte, a nie przypięte na guziczki.  Są dobrze przymocowane, a na końcach ładnie ozdobione. Nie są sztywne, więc kokardę wiąże się łatwo.


Zarówno rękawki jak i górna krawędź są wykończone gumką i ozdobione  bawełnianą koronką. Kokardy przy dekolcie zostały wykonane z tego samego materiału co te zdobiące dół. Widoczne sznureczki to neck ties, które wiąże się na karku tak, żeby krzyżowały się na dekolcie.
Sukienka nie ma zamka, dopasowuje się do ciała dzięki gumkom wszytym na całej długości pleców. Rozciągają się na tyle, że jestem w stanie bez problemu ją na siebie założyć (nawet dołem, nie niszcząc fryzury) a potem komfortowo się w niej czuć.
Oryginalnie sukienka przyszła do mnie z kokardą przypiętą w talii, jednak ja jej nie noszę w ten sposób. Jest za duża, żeby zdobić głowę, ale za to przypinam ją czasem do torebki. Stan kokardy oryginalnie pozostawiał wiele do życzenia. Agrafka była za mała, żeby utrzymać ciężar materiału a sama kokarda, została słusznie kreślona rzez moja przyjaciółkę "faworkiem". Wystarczyło na szczęście wymienić agrafkę na większą a dolne "odnogi" kokardki zszyć ze sobą jak na zdjęciu powyżej żeby nie rozłaziły się na boki. Teraz jestem zadowolona.

Tutaj widać miejsce, gdzie oryginalnie przymocowano kokardę. Malutka agrafka nie zostawiła dziur w materiale. Boję się jednak, że gdybym chciała przymocować ozdobę za pomocą większej agrafki, żeby trzymała się stabilnie, wyrządziłabym krzywdę sukience...więc nawet nie próbuję.

Sukienka jest wykonana w większości z bawełny, dzięki czemu mogę ją wrzucić do pralki na tryb prania ręcznego. Jest to OP więc ma za sobą już wiele bliskich spotkań z pralką, a mimo to kolor ciągle jest idealny. Nie farbuje też innych ubrań.
Podsumowując:

Plusy:

+możliwość prania w pralce/ręcznie
+mieści dużo halek
+wygodnie się zakłada, nie może się niekontrolowanie rozpinać, nie ma zamka!
+dobrze uszyta, brak swobodnie latających niteczek
+mnogość detali
+odczepiane (lub też łatwo odpruwalne) kokardki
+dobrze dopasowuje się do sylwetki

Minusy:
-ciężar
-brzydka odczepiana kokarda na mało stabilnym zapięciu (jedno i drugie da się naprawić)

Czy kupiłabym ją ponownie gdybym miała wybór? Zdecydowanie! Bardzo dobrze się w niej czuję i świetnie się bawię tworząc stylizacje z nią.

Czy jest warta swojej ceny? Ujmę to tak. Sto złotych jest warta na pewno a może i trochę więcej. Jednak kiedy wyliczyłam jej aktualną cenę, to szczęka mi opadła. Nie wiem czy zdecydowałabym się poświęcić na nią ponad 200 zł. Moje skąpstwo podpowiada mi, że nie. Obecnie liczyłabym na promocję i/lub spadek kursu jena.

Czy produkt jest zgodny z opisem? Jak najbardziej. Brązowa wersja kryje się nieśmiało w rogu sklepowego zdjęcia, ale można zauważyć że nie ma pomiędzy nimi drastycznej różnicy. Można nawet powiedzieć, że na żywo wypada lepiej niż Bodyline obiecuje.



4,5/5

Specjalne podziękowania dla Dorotki za pomoc w ocenie sukienki!


Ty m razem jeże się schowały. Na kucykach przypięłam kokardki pozyskane z tyłu sukienki.